Vicente Palermo: „Milei sprzedał iluzję idealnego rynku, który nigdzie nie istnieje”.

O zbiorowych złudzeniach i rozczarowaniach. O dobrych i złych manierach prezydenckich. O demokracji i postdemokracji. O korupcji. Vicente Palermo mówi o tym wszystkim i o wielu innych rzeczach, pytany o Argentynę. Zgłębia kraj poprzez analizę polityczną i prozę: właśnie opublikował zbiór opowiadań „Venus en cuarentena” (Hugo Benjamín).
„Wspólne marzenia nie biorą się znikąd” – mówi, odnosząc się do okoliczności, które dwa lata temu doprowadziły Javiera Mileia do władzy. „W zasadzie sprzedał nam iluzję idealnego i nieskazitelnego rynku” – wyjaśnia Palermo, politolog i eseista, jeden z założycieli Argentyńskiego Klubu Politycznego. I my, Argentyńczycy, daliśmy się na to nabrać.
Teraz, w przededniu wyborów parlamentarnych, czas zatrzymać się i przeanalizować tę „pierwszą połowę” libertariańskiej administracji oraz zbadać, co przyniesie przyszłość. „Milei to moneta o dwóch stronach, a drugą stroną jest antypolityka i hiperreprezentacja” – mówi Palermo. „Dążyła do zniszczenia tradycyjnej więzi reprezentacyjnej, aby zastąpić ją furią sieci. Jeśli weźmiesz wszystko, co krąży, i wyrazisz to bez owijania w bawełnę, osiągniesz istniejącą hiperreprezentację. Ucieleśniając złe samopoczucie” – podkreśla.
Milei czerpie siłę z polaryzacji i wykorzystuje ją w pełni, nawet jeśli nie prowadzi to do zbiorowego dobrobytu. Do tego dochodzi radykalizm
Odnosząc się do domniemanych łapówek, które wyszły na jaw w ostatnich dniach w związku ze sprawą nagrań dźwiękowych urzędnika agencji ds. osób niepełnosprawnych, powiedział: „Człowiek, który uważa, że kraj powinien przyznać mu pełnię władzy publicznej, będzie skłonny do korupcji, o ile jeszcze się nią nie stał”.
Palermo uważa, że ograniczenia, które należy nałożyć na Milei, powinny zostać nałożone przez instytucje, prasę i obywateli.
Palermo obawia się, że obywatele tracą nadzieję na demokrację. „Demokracja nie jest po to, by rozwiązywać ludzkie problemy” – mówi. „To zbiór zasad, które cię chronią, pozwalają ci wyrażać siebie i umożliwiają współpracę. I to jest twoja rola. Ale to nie twoja wina. To tak, jakbyś grał w piłkę nożną w drużynie, która przegrała pięć meczów z rzędu, a potem wyszedł na boisko i zrzucił winę za porażki na piłkę nożną i zasady”.
Pisarz Palermo często staje przed dylematem: esej czy fikcja? Esej, jak sam mówi, to pióro swobodne, ale analityczne. A pisanie fikcji to konieczność: „Fikcja pozwala mi uwolnić subiektywność. Są tam rzeczy, których nie da się poruszyć w eseju. Ale zgłębiam to, co moja przyjaciółka nazywa „esejami-opowiadaniami”. Na początku mnie to zastanawiało, ale ma rację. Chcę wierzyć, że to nie jest projekt „zrób to sam”, a raczej połączenie opowiadań i esejów. Na przykład w jednym z opowiadań zgłębiam związek między miłością a polityką, który jest tajemnicą. Do dziś go nie rozumiem, mimo że sporo o tym pisałem”.
– W prologu książki Álvaro Abós przywołuje obraz „kupowania skrzynek pocztowych”. Co ostatnio jedliśmy, my Argentyńczycy?
– Ostatnią skrzynką pocztową, którą kupiliśmy, była Milei, ale to bardzo osobista opinia. Jeśli kupiliśmy tę skrzynkę, to dlatego, że została nam bardzo dobrze sprzedana i miała bardzo dobre powody. Nikt nie kupi od ciebie skrzynki pocztowej, bez względu na to, jak bardzo jest nieświadomy, jeśli nie będziesz miał dobrych argumentów i nie będziesz mieszał rzeczywistości z bzdurą.
Milei próbował zniszczyć tradycyjną więź przedstawicielską i zastąpić ją furią sieci
– Oszukiwanie samego siebie, potrzeba wiary w coś, również może odgrywać pewną rolę .
– Cóż, zbiorowe marzenia nie biorą się znikąd. Są bardzo traumatyczne sytuacje, które się kumulują i wywołują złe samopoczucie, które w pewnych momentach eksploduje. I wtedy potrzebujesz kogoś, kto opowie ci historię, sprzeda ci iluzję.
– A jaką iluzję sprzedała nam Milei?
– Cóż, w zasadzie sprzedał nam iluzję idealnego i nieskazitelnego rynku. To znaczy, że Argentyna potrzebuje tylko stać się społeczeństwem rynkowym, którego nie ma nigdzie na świecie i nigdy nie było. I aby to zrobić, musimy oczywiście porzucić inflację. I oczywiście wszyscy chcą porzucić inflację. Ale Milei to moneta o dwóch stronach, a drugą stroną jest antypolityka i hiperreprezentacja. Dążył do zniszczenia tradycyjnej więzi reprezentacyjnej, aby zastąpić ją furią sieci. Jeśli weźmiesz wszystko, co krąży, i wyrazisz to bez rozwijania, otrzymasz istniejącą hiperreprezentację. Ucieleśniającą złe samopoczucie. To, co powiedział Szekspir, że życie to historia napisana przez idiotę, pełna wrzasku i furii, nic nieznacząca. Cóż, sieci są dziś właśnie takie. A antypolityka ma dwie rzeczy. Z jednej strony, zastąpienie polityki rynkiem. I zniszczenie polityków, ponieważ wszystko, co robią, to dla własnej korzyści. Są kastą. A potem musimy je definitywnie odrzucić. Antypolityka i hiperreprezentacja były już wtedy zakorzenione w naszym społeczeństwie.
Demokracja nie jest po to, by rozwiązywać ludzkie problemy. To zbiór zasad, które chronią, pozwalają wyrażać siebie i umożliwiają współpracę.
– Czy dla prezydenta ważne są dobre maniery? Teraz Milei obiecała, że będzie o siebie lepiej dbać.
– Nie sądzę, żeby to był główny problem. Nigdy nie narzekam na złe maniery Milei, bo to powszechne. Jednak kiedy prezydent mówi: „Nie nienawidzimy dziennikarzy wystarczająco mocno”, tworzy akt polityczny. Ale problem leży również w tym, co robi. Mówi: „Jestem kretem, który przyszedł zniszczyć państwo od środka”, i niszczy niezbędną więź społeczną, jaką jest państwo. Niszczy INTA (Narodowy Instytut Statystyki i Spisów Ludności), niszczy strukturę badań publicznych.
– Wiele osób twierdzi, że demokracja nie rozwiązała ich problemów i że nie pójdą głosować. Czy to zepsuty link?
Demokracja nie jest po to, by rozwiązywać ludzkie problemy. To zbiór zasad, które cię chronią, pozwalają ci wyrażać siebie i umożliwiają współpracę. I to właśnie w tym tkwi twoja rola. Ale to nie twoja wina. To tak, jakbyś grał w piłkę nożną w drużynie, która przegrała pięć meczów z rzędu, a ty wyszedłbyś na boisko i zrzucił winę za porażki na piłkę nożną i zasady.
– To my, tak?
– To nie problem demokracji. Alfonsín, który jest dla mnie postacią wyjątkową, powiedział: „W demokracji jesz i edukujesz”. Wtedy nie mogłem powiedzieć: „Słuchajcie, w demokracji nie wiemy, czy będziecie mieli lepszą sytuację ekonomiczną, czy będziecie mieli co jeść, czy będziecie się kształcić”. Demokracja oferuje możliwość zbudowania fundamentu, na którym teoretycznie wszyscy jesteśmy równi.
– Demokracja ustanawia również podział władzy.
– Kiedy widzisz walkę o władzę między władzą wykonawczą a ustawodawczą… jeśli zostaniesz w domu i nie pójdziesz głosować… Jestem bardzo zły, ale nie na przedstawicieli, jestem zły na ludzi. To niedopuszczalne, żeby ludzie kupowali skrzynki pocztowe.
– Z jednej strony „kupią skrzynkę pocztową”, z drugiej strony wielu z nich może zostać w domu, bo czują, że nie mają innego wyjścia.
– Czysty liberalizm, bez republiki, bez cnót obywatelskich, bez aktywnego uczestnictwa, bez wolności starożytnych, z wyłącznymi wolnościami nowożytności, na czym on polega? Na człowieku głosującym, płacącym podatki i poświęcającym się samodzielnemu dochodowi. Więc powinniśmy go zostawić w spokoju. Wybrał swoich przedstawicieli i tyle. Kiedy mam głosować ponownie? Za dwa lata. Do zobaczenia następnym razem! Cóż, takiego liberalizmu potrzebuje rynek; to nie liberalizm, którego potrzebuje zbiorowy dobrobyt.
– Niektórzy mówią, że wkraczamy w erę postdemokracji.
Postdemokracja może być beznadziejną erą. Wierzyliśmy, że demokracja wszystko załatwi. Przeżyłem lata 80., tę piękną epokę. Nie tęsknię za nią, ale mam bardzo miłe wspomnienia. Porzućmy więc te złudzenia; są bezużyteczne. Demokracja oferuje jednak obietnicę wolności, obietnicę, że wspólne działanie zawsze jest możliwe, by tworzyć coś nowego, poszerzać horyzonty. Można również zmieniać społeczeństwo, więzi społeczne. Apatia natomiast jest reakcyjna.
– Czy widzisz rzeczy, które przywodzą ci na myśl postdemokrację?
– Istnieje niebezpieczeństwo, że demokracja będzie współistnieć z brakiem nadziei. Braku nadziei tych, których biologiczna i społeczna loteria umieszcza w pozycjach podrzędnych, gorszych, wykluczonych lub nie wykluczonych, ale bardzo źle usytuowanych. Nie mają żadnej nadziei w polityce; niczego nie oczekują. Są też tacy, którzy polegają na sobie i posiadanych zasobach, ale również niczego nie oczekują od polityki. Zatem polityka demokratyczna musi z tym współistnieć. Innym wariantem postdemokracji jest zaostrzenie liberalizmu bez republiki. To liberalizm, w którym każdy dba o swój dobrobyt. Adam Smith ujął to bardzo dobrze; doskonale rozumiał logikę rynku: rynek jest wspaniały, ponieważ dostarcza nam informacji niezbędnych do dobrobytu. Nie byłoby sposobu, aby zastąpić rynek.
– A sztuczna inteligencja?
– Powie nam: „Nie martwcie się o nic, algorytm to rozwiąże”. Będzie miał odpowiedzi na wszystko i wszystko odpolityczni; to nie będziemy my. Kilka dni temu korzystałem z czatu GPT jak z encyklopedii, gdy nagle pojawił się diabeł i powiedział: „Chcecie wspólnie zastanowić się nad tym problemem?”. Nie, nie, nie, dziękuję. To wasza siła decyzyjna. Chcecie uczestniczyć, czy wolicie pozostać z boku? Arystoteles już wiedział, że człowiek jest z natury leniwy. Chce być sam i wkłada cały wysiłek w swoje sprawy. Taka jest ludzka natura. Polityka to przedsięwzięcie, które, jeśli pozbawimy się wszelkich bodźców i nie będziemy mieli pewnych złudzeń co do tego, co to przedsięwzięcie może przynieść… Polityka to w gruncie rzeczy współpraca i konfrontacja. Nie da się jej zrozumieć bez współpracy i nie da się jej zrozumieć bez konfrontacji.
– Czy kiedykolwiek uda nam się pokonać polaryzację? Od czego to zależy?
– Milei to lubi i wykorzystuje w pełni , nawet jeśli nie prowadzi to do zbiorowego dobrobytu. I łączy to z pewnym radykalizmem.
– Ale to nie służy tylko Milei. Polaryzacja była istotą kirchneryzmu.
– I nie widzę, jak moglibyśmy się z tego wyplątać. Żadne z nas nie jest zainteresowane zakończeniem tego.
– A gdzie jest centrum polityczne?
– Chociaż polaryzacja działa, jest bardzo trudna dla centrum. Od samego początku Milei zdecydował się na błyskawiczny atak z ekstremalną intensywnością. Wybrał wroga, który był bardzo dobrze postrzegany przez społeczeństwo i skutecznie radykalizował i polaryzował. Centrum miało więc ogromne problemy i dziś musi wzmocnić swoją siłę. Ale jak to zrobić, jeśli wywiera się na ludzi presję, zmuszając ich do wyboru między czarnym a białym?
– Macri mógł się wyróżnić i zdecydować na sojusz.
– Macri i Patricia Bullrich stanęły po stronie Milei po prawyborach i zadeklarowały bezwarunkowe poparcie. A teraz pomogły pogrzebać Together for Change. Powinny pozostać centrową alternatywą. Centroprawicową, ale centrową. Postanowiły wtopić się w tłum. Ten rząd stawia mnie w dylemacie...
- Który?
– Nie chcę, żeby mu się powiodło. Bo jeśli mu się powodzi, co to może oznaczać? Że nastąpi załamanie i mamy na przykład hiperinflację. Załamanie gospodarcze. Problem w tym, że, cóż, jest też wszystko inne. Czy więc chcę, żeby mu się powiodło? To oznacza, że zostawi nas z całkowicie zmienioną i okropną Argentyną. Więc odejdziemy od złej Argentyny, Argentyny zeszytów, od krawędzi hiperinflacji, produkcji ubóstwa. Ale będziemy zmierzać w kierunku Argentyny, w której społeczne relacje nierówności i zależności zostaną zamrożone. Jeśli Milei poradzi sobie dobrze, będzie to zamrożenie niesprawiedliwości zarówno pod względem wolności, jak i równości.
– Co poczułeś, gdy zobaczyłeś „Nigdy więcej” jako hasło kampanii rządowej?
– To obrzydliwe, bo to było celowe. Poczułem się oburzony. Ale prawda jest taka, że mam już dość oburzenia na ten rząd. Teraz częściej używam humoru.
– A fikcja w twoich książkach …
– Tak, też. Te historie mają w sobie silny element niepokoju.
– Czy my, Argentyńczycy, jesteśmy zaniepokojeni?
– To jeden z powodów, dla których ludzie trzymają się Mileia, a wielu nie chce się od niego uwolnić. To jego zasługa, że stworzył sytuację, w której ludzie są skłonni obdarzyć go większym zaufaniem. Bo, no dobrze, może nie darzą go taką miłością, jaką darzyli go na początku… ale hej, wyciągnął nas z inflacji. Chociaż nie wiem, na jak długo Milei nas z niej wyciągnął. Na razie jednak ma jeden lub dwa atuty, a to, co robi, sprawia, że wielu ludzi chce mu zaufać. Dlaczego miałbym w niego nie wierzyć? – pytają sami siebie, skoro z drugiej strony nie mam nikogo innego, w kogo mógłbym wierzyć.
– Żyjemy w czasach, w których oskarżenia o korupcję polityczną ponownie dominują na scenie politycznej. Czy to déjà vu ?
Wiele osób jest zdumionych i pyta: „Dlaczego nie przyjechali, by położyć kres korupcji i kastowości?”. Ale czy mogło być inaczej? Władza deprawuje. A człowiek, który wierzy, że kraj powinien powierzyć mu pełnię władzy publicznej, będzie skłonny do korupcji, o ile jeszcze tego nie zrobił. Będzie to zależało od siły instytucji, prasy i obywateli, którzy będą wyznaczać granice, a tego nienawidzi. Dla Milei wszystko jest rynkiem, a zatem polityka również. „Kradniemy ich skradzione dobra” to nie była pomyłka. Korupcja to jeden z najskuteczniejszych sposobów niszczenia państwa.
MIĘDZY ANALIZĄ POLITYCZNĄ A NARRACJĄ
PROFIL: Vicente Palermo
Vicente Palermo urodził się w lutym 1951 roku. Ukończył socjologię i uzyskał doktorat z nauk politycznych na Uniwersytecie Complutense w Madrycie. Jest założycielem Argentyńskiego Klubu Politycznego.
Jako starszy badacz w Conicet, wykładał na studiach licencjackich i magisterskich na uniwersytetach w Argentynie, Brazylii, Hiszpanii i Urugwaju. Zajmuje się porównawczą historią polityczną Ameryki Łacińskiej i najnowszą historią polityczną Argentyny.
W 2006 r. otrzymał stypendium Guggenheima, w 2009 r. nagrodę Latin American Studies Association za książkę roku, a w 2016 r. platynową nagrodę Konex w dziedzinie nauk humanistycznych w dyscyplinie nauk politycznych.
Jest autorem kilku tomików esejów politycznych, a także autorem fikcji. Niedawno opublikował zbiór opowiadań „Venus in Quarantine” (wydawnictwo Hugo Benjamín).

lanacion